niedziela, 7 stycznia 2018

Od Taigi C.D Ethana

Spojrzałam na jego ranę, która rzeczywiście nie wyglądała najlepiej. Sam najprawdopodobniej zszedłby jeszcze ten nocy, ewentualnie jutro rano. Wyjęłam z torby kilka rzeczy. Dla upewnienia się rozejrzałam się dookoła, po czym wzięłam jedno z mniejszych pudełeczek do ręki. Najpierw oczyściłam jego ranę, po czym wyjęłam igłę, i cieniutki sznurek.
- Muszę to zaszyć, inaczej cały czas będzie otwarta - Spojrzałam na niego, na co tylko skinął głową. Co jakiś czas widziałam na jego twarzy grymas bólu. Wciąż miałam w głowie to, jak potraktowała go jego grupa, zamiast próbować mu pomóc, zostawiła go na pewną śmierć. Przez myśl przeszło mi, czy to samo stałoby się ze mną, gdybym podczas jednej wyprawy została przez coś zaatakowana, lub też przez kogoś. Czy wszyscy by uciekli, zostawiając mnie na pastwę losu?
Gdy skończyłam zszywać ranę, wygrzebałam z dna torby większą apaszkę, znalezioną kiedyś na drzewie. Obwiązałam go dokładnie. Na jego czoło nałożyłam nieco maści, a na liściu podałam zielona papkę, która raczej nie przyciągała swoim zapachem.
- Co to? - Mruknął, patrząc na mnie niemrawo.
- Zbije gorączkę, a przy okazji zadziała przeciwbólowo, to tylko zioła - Zaznaczyłam, wyciągając również butelkę wody.
- Czemu to robisz? - Wziął ode mnie "lekarstwo", przełykając je z dosyć kwaśną miną, od razu popił to wodą.
- Nikt z nas nie chce tutaj być, a zamiast pomagać sobie nawzajem zabijemy się, jak zwierzęta... Chyba dlatego - Wzruszyłam ramionami.
Chłopak szybko usnął. Jednak teraz jego oddech był spokojny i równomierny, co znaczy, że zaczynało mu się polepszać.
Sama usnęłam, pewna, że nic mi się nie stanie. W końcu cała grupa obserwowała nas, czy nikt nas nie atakuje. Obydwoje byliśmy dla nich ważni. Obudziłam się przed chłopakiem. Nie patrząc na niego podeszłam do rzeki, gdzie obmyłam twarz i tym samym się obudziłam. Zwilżyłam także kawałek szmatki. Powoli kucnęłam przed nieznajomym przykładając mu ją do czoła. Gwałtownie otworzył oczy i jego pierwszym odruchem było szukanie broni.
- Hej, ze spokojem - Powiedziałam szybko nieco się odsuwając - Byłam tutaj wczoraj pamiętasz? Gorączka Ci spadła, ale wciąż jesteś nieco osłabiony. Musisz odpocząć - Usiadłam naprzeciwko niego, szukając jakiegoś jedzenia w torbie.

Ethan? ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz