Kilka razy mijaliśmy bandytów, którzy uważnie się nam przyglądali. A kiedy trafialiśmy na bardziej natrętnych, wtedy lekko ją całowałem. W końcu wróciliśmy do chatki z zakupami. Tego dnia mieliśmy dobre humory i postanowiliśmy zrobić sobie prawdziwą "romantyczną kolację" wyczaiłem na bazarku wszystkie rzeczy jak wino czy świeczki.
Zrobiliśmy kilka dań, wiadomo, nie była to kolacja z restauracji, gdyż nasze możliwości były dość ograniczone, ale i tak wyglądało na prawdę fajnie. Nalałem jej i sobie wina do pseudo kieliszka, kiedy usiedliśmy do stołu. Jedyne światło dawały dwie świeczki na stole i rozpalony kominek. Inaczej pewnie umarlibyśmy z zimna. Noce na tej wyspie niestety były paskudne.
- Muszę przyznać, całkiem nieźle nam to wyszło. - uśmiechnąłem się.
- Owszem, zgadzam się. - odwzajemniła uśmiech jedząc spokojnie swoją porcję.
- Nigdy bym nie pomyślał że będę się dobrze bawić z piękną dziewczyną, którą kocham na bezludnej wyspie. - pokręciłem lekko głową biorąc łyk wina.
Było to już mój trzeci kieliszek, nie byłem na tyle pijany, żeby się zataczać. Mieli tu po prostu mocniejsze wina. Nigdy tak na mnie alkohol nie wpływał. Po prostu mówiłem to, co czuję a to w ogóle nie zdarza mi się na trzeźwo. Nie są to kłamstwa, po prostu mówię to co czuję. Chociaż szczerze powiedziawszy wolałbym się zataczać i w ogóle, niż mówić takie rzeczy.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz