- Ale wiesz co, nie jest najgorzej. - stwierdziłem po chwili drogi. - Zawsze mogli dać nam jakiegoś dzieciaczka i kazać udawać, że to nasz. - parsknąłem lekko śmiechem.
- To byłby już szczyt. - uśmiechnęła się lekko kręcąc rozbawiona głową.
- Nie żeby coś, lubię dzieci, ale... to byłoby straszne. - Tai mi przytaknęła.
Alex wylegiwał się na kanapie z tyłu, a my rozmawialiśmy i trochę się wygłupialiśmy, śpiewając piosenki z radia. Co jakiś czas puszczali kawałki, które znaliśmy i lubiliśmy.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz