poniedziałek, 8 stycznia 2018

Od Ethana c.d Taigi

- W porządku, rozumiem. - lekko skinąłem głową.
Zjedliśmy ze smakiem śniadanie, zostawiliśmy też trochę na kolację. Na obiad miałem coś innego w zanadrzu. Przez ten czas jaki tu jestem, nauczyłem się przygotowywać smaczne potrawy, z mało wymyślnych składników. Z tego, co mają dostępne w wiosce. Nagle przez otwarte okno wleciały dwa orły, usiadły na obu moich ramionach i rzuciły na stół po dwie monety z dziobów.
- Dzięki przyjaciele. Poznajcie się, Taiga, to Enzo i Quebo. Chłopaki, to Taiga. - poznałem ich ze sobą chowając monety do kieszeni.
- Oswoiłeś je sam? - lekko się zdziwiła.
- Dużo czasu spędzałem ze zwierzętami, mam z nimi lepszy kontakt niż z ludźmi. - wzruszyłem lekko ramionami.
***
Dzień spędziliśmy raczej leniwie, następnego dnia natomiast z rana już szukaliśmy z Taigą owych roślin. Znaczy ona szukała, ja chodziłem za nią i pilnowałem, żeby nikt nas nie zaatakował. Kiedy dziewczyna przygotowała wywar czy coś, wyjęła mi sznurek z zszytej rany i mogłem jej pokazać pierwsze miejsce na liście.
- Wyspa jest na prawdę ogromna, tysiąc razy większa niż może nam się wydawać. Jest jednak dziwnie "skąstruowana", przez to wydaje sie że to drobna ziemia. Udało mi się dostać do map i w ogóle. - mówiłem kiedy szliśmy przed siebie.
Pierwszym miejscem było jezioro. Nie takie zwykłe jezioro. Woda była niesamowicie przejrzysta, idealne drzewa do wspinaczki a na jednym była nawet drewniana huśtawka, powieszona na dwóch dłuugich sznurach.

Tai?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz