Odchyliłam nieco głowę, z uśmiechem przygryzając wargę. Chyba nie może być piękniejszych słów, niż te które właśnie usłyszałam.
- A ja kocham Ciebie Ethan - Wtuliłam się w niego, przymykając oczy. Jego zapach, dotyk... Czułam się przy nim tak bezpiecznie. Nawet jeśli dookoła nas panowałaby trzecia wojna światowa, to wiedziałam, że nic mi nie będzie, tak długo, jak będę przy nim. Pogrążeni ciszą i swoim własnym towarzystwem, nawet nie zauważyliśmy, że ktoś już któryś raz z kolei, próbuje się do nas dobić.
- Ktoś do nas? - Zapytał, jakby sam nie wierzył w to, że ktoś mógłby nas odwiedzić. No tak, nie mieliśmy żadnych sąsiadów za blisko - Tai.. W razie czego, wyjdź przez balkon i biegnij przed siebie, jasne? Nie zatrzymuj się, masz biec - Spojrzał na mnie z powagą.
- Ty chyba nie myślisz, że.... Nas znaleźli - Złapałam go za rękę.
- Nie wiem... Ale jeśli, to obiecaj mi, że uciekniesz - Przyłożył moją dłoń do swoich ust, po czym wstał i powoli otworzył drzwi. Gdy tylko usłyszałam jakieś miłe głosy i witania, odetchnęłam z ulgą. Podeszłam do drzwi, zakładając ówcześnie papcie.
- Tak, wprowadziliśmy się wczoraj. To moja żona, Taiga - Ethan przedstawił mnie z uśmiechem. Sama skinęłam głową do ludzi, którzy przyszli do nas z jakimiś wypiekami i z uśmiechami.
- Może Państwo wejdą? Pogoda jest paskudna - Zaproponowałam, na co się zgodzili. Były to dwa starsze małżeństwa mieszkające niedaleko nas. Wstawiłam wodę i zaczęłam kroić ciasto.
- Nie mają Państwo dzieci? - Zapytała nagle jedna z kobiet.
- Nie, mamy psa - Uśmiechnęłam się do niej, przez co zaczęła mi się przyglądać.
- Proszę wybaczyć żonie, ciężko jej zrozumieć, jak w tak młodym wieku można wyjść za mąż, skoro nie ma w związku dziecka - Wyjaśnił mężczyzna, widocznie zirytowany zachowaniem swojej żony.
- Żaden problem - Zaśmiałam się cicho - Zakochaliśmy się w sobie i razem stwierdziliśmy, że nie ma na co czekać - Odpowiedziałam, starając się zachować naturalny ton głosu.
Ethan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz