Gdy wróciłam do grupy, Leo na powitanie uderzył mnie z otwartej ręki w twarz. Był ode mnie większy, zresztą jak od każdego w naszej grupie. Upadłam na podłogę przykładając dłoń do policzka, który wręcz uderzał ciepłem od uderzenia.
- Miałaś wyciągnąć od niego informacje!
- Co miałam zrobić, że nic nie chciał mówić, miałam go zabić, żeby już nigdy niczego się nie dowiedzieć?! - Krzyknęłam, na co ponownie zostałam uderzona. Nikt nawet na to nie reagował, w końcu to Leo, on może wszystko. Rzadko go takiego widywałam, zazwyczaj zwłaszcza do mnie był bardzo wyrozumiały.
- Trzeba było go torturować, aż zacznie gadać! - Warknął, kiedy ocierałam swoje usta od krwi.
- Dobrze wiesz, że taka nie jest - Teraz również i ja podniosłam głos. Nie wiem ile razy mnie kopnął, ale po którymś razie z ledwością łapałam powietrze.
- No to mogłaś mu dać dupy! Myślisz, że dlaczego Ciebie wysłałem?! Z jakiegoś powodu masz tą śliczną buźkę, to zacznij jej używać, bo byłaby szkoda, gdybym Ci ją zniszczył! - Przyłożył mi nóż do policzka. Jednak po paru sekundach się opamiętał prostując się i wręcz łykając powietrze. No tak, zapalony palacz od kilku tygodni nie ma ani jednego papierosa.- Zrobimy tak, pójdziesz i go znajdziesz, nie wiem jak to zrobisz wali mnie to. Masz wszystko od niego wyciągać, za równo dwa tygodnie odnajdę Cię, jeśli nic mi nie powiesz zabije na miejscu, a doskonale wiesz, że jestem do tego zdolny, prawda? - Spojrzał na mnie ze swoim "miłym" uśmiechem. Skinęłam tylko głową. Słyszałam jak przez mgłę, że ktoś próbuje go przekonać do zmiany zdania, w końcu "co jeśli ktoś będzie mieć wypadek". Po tych słowach wyrzucił wszystkie moje rzeczy z torby, rzucając mi ją. Na dnie została tylko jedna chustka. Wyrzucił mnie z ich schronienia przed zmrokiem. W momencie, kiedy każdy na każdego poluje, kiedy nie tylko ludzie, ale i zwierzęta stają się zagrożeniem, z jedną cholerną chustką.
Szłam przed siebie trzymając się za swoje żebra. Po chyba kilku kilometrach nie miałam już siły, żeby dalej iść. Usiadłam pod jednym drzewem, przemoczona i słysząc w oddali zbliżające się do mnie wilki. A więc tak zginę. W sumie lepsze to niż mieć poderżnięte gardło. Zamknęłam oczy, gdy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, a także znajomy głos. To był Ethan... Ten którego miałam znaleźć, znalazł mnie.
W domku, było przyjemnie ciepło, a ja powoli dochodziłam do siebie.
- A więc co się stało? - Zapytał, a ja cicho westchnęłam.
- Zawaliłam, a nasz "dowódca" miał chyba gorszy dzień, musiał się na kimś wyżyć, a że byłam pod ręką i miał powód... To oto jestem - Ponownie złapałam się za żebra.
- Możliwe, że są złamane - Spojrzał na mnie, podchodząc do jakiś toreb i kartonów.
- Nie... Są tylko obite, za kilka dni będzie okej - Zapewniłam - Ethan... Czy ja... - Patrzyłam w ziemię, szukając odpowiednich słów.
- Możesz tutaj zostać. - Odpowiedział, nie odwracając się do mnie, wciąż czegoś intensywnie szukał- A co zawaliłaś?
- Zanim Cię znalazłam byłam w Twojej byłej grupie. Mieli mieć jakieś ważne dokumenty, a także sporo ryżu. W odpowiednim momencie miałam to po prostu zabrać. Ale mnie złapali, powiedzieli, że Ciebie już u nich nie ma i że mam się zmywać, nie ryzykowałam więcej - Wzruszyłam ramionami - I dziękuje.
Ethan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz