- Tak, musowo. - uśmiechnąłem się i złączyłem nasze usta w pocałunku.
Po chwili dogasiliśmy ognisko, zabraliśmy swoje rzeczy i poszliśmy dalej. Trochę mnie dziwiło, że aż tak utrudnili tą chorą akcję. Co oni chcieli tym zbadać w ogóle?
Chodziliśmy tak przez pół dnia bez celu. Nagle zatrzymałem Tai patrząc oszołomiony w jedno miejsce.
- Co się stało? - spojrzała na mnie.
- Mam omamy czy on faktycznie tam lezy? - wzkazałem na niebieski kamień szlachetny pod winoroślami.
- Chyba tak... - uśmiechnęła się.
- Na pewno jest jakiś haczyk... chciałem podejść bliżej jednak nagle zaczęło mi strasznie piszczeć i bylem zmuszony się cofnąć. - Oduń się, wyciągnę go. - odłożyłem torbę i wbiglem w las, zaczęło znów piszczec, wsunąłem rękę pod krzaki i Chwyciłem diament w dłoń ale wtedy coś ugryzło mnie w rękę. Zacisnąłem zęby żeby nie krzyknąć i szybko stamtąd wyszedłem.
- Jest - uśmiechnąłem się blado kładąc diament na jej dłoni.
Taiga? Niech nie wie o ugryzieniu :>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz