Spojrzałam, jak przenoszą Ethana do specjalnego namiotu, przy którym od razu stanęła straż. Jak mogłam nie zauważyć tego ugryzienia? Dlaczego nic mi o tym nie powiedział? Przecież bym mu pomogła, może jakbym mu wtedy pomogła, to teraz nie byłoby tak źle... Dopiero teraz doszły do mnie słowa mężczyzny.
- Nie ma takiej opcji, zostanę i będę na niego czekać - Powiedziałam pewnie. Ich wzrok nie wyrażał za wiele emocji, jak już to ewentualne zdziwienie.
- To Twoja decyzja, ale wiedz, że następny samolot będzie po was dopiero za tydzień, a jeśli wciąż nie będzie pewności, że jest zdrowy to jeszcze dalej - Mężczyzna poprawił swoje okulary i patrzył na mnie, jakby jego słowa miały mnie przerazić.
- Jestem tego świadoma - Mruknęłam.
- Dobrze! Zapewnimy ochronę i powiadomimy resztę, że gra skończona. Możesz zatrzymać się w naszym prowizorycznym schronie. Jest tam prysznic, prąd, dostęp do świata - Wskazał dłonią na niewielki... domek? Sama nie wiem jak to mogłam nazwać. Nawet dostałam kilka świeżych ubrań i oczywiście zakaz wchodzenia do Ethana. Przez następne dwa dni, codziennie przez co najmniej godzinie siedziałam pod prysznicem. Miałam dostęp do lodówki, gazówki, a nawet internetu. Po dwóch dniach mogłam odwiedzić Ethana, podobno odzyskał świadomość, a choroba nie jest zakaźna. Od razu do niego weszłam, jednak musiałam wcześniej założyć na twarz maskę. Podeszłam do łóżka na którym leżał i uśmiechnęłam się, chociaż zapewne nie mógł tego dostrzec.
- Jak się czujesz? - Zapytałam, patrząc na kroplówkę.
- Nieco... Dziwnie... Ale chyba lepiej - Uśmiechnął się blado - Czemu zostałaś? Miałaś szanse już wyjechać.
- Przecież Cię nie zostawię. Z chęcią bym Cię przytuliła, ale wtedy poszłabym do izlolatki - Wyjaśniłam, siadając obok niego na małym taboreciku. - Jak się spało? W miarę normalnych warunkach?
Ethan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz