- No dobrze... To dobranoc - Delikatnie się zniżyłam, aby móc się położyć. Uważając na maść, cały czas leżałam w jednej pozycji, w końcu udało mi się usnąć.
Rano obudziło mnie skrzypienie chyba drzwi. Momentalnie podniosłam powieki, aby rozejrzeć się za ewentualnym zagrożeniem. Na moje szczęście zobaczyłam jedynie Ethana, który trzymał w rękach jakąś siatkę.
- Przestraszyłem Cię? - Zapytał, kładąc zawiniątko na stół.
- Trochę - Przyznałam, powoli się podnosząc. Ból był już o tyle znośny, że mogłam chodzić. - Co to?- Spojrzałam na jego zdobycz, przechylając głowę.
- Coś na wzór śniadania - Zaśmiał się wyciągając ze środka, świeże warzywa i owoce, a także niewielki bochenek chleba. Patrzyłam na to z wielkim zaskoczeniem, nie wiedząc do końca co powinnam odpowiedzieć. Po głowie chodziło mi tylko jedno, nie tylko to, że dawno nie jadłam tak normalnego śniadania, ale też to, jak to było możliwe?
- Znowu wysyłali paczki?! Jeśli tak to musimy iść dalej, możliwe, że w pobliżu są jeszcze jakieś, jeśli tak to będziemy mieć zapasy na następne dni! - Powiedziałam szybko, na co tylko się uśmiechnął.
- Spokojnie, nie było żadnego zrzutu... Oficjalnie - Dodał nieco cisze, na co przekręciłam zaciekawiona głowę.
- Ktoś ma obóz w pobliżu? - Zapytałam trochę podejrzliwie. Chociaż kradzież tutaj, nie jest niczym dziwnym.
- Nie... Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Częstuj się - Zaczął kroić chleb na kromki.
- To skąd Ty to masz? Owoce i warzywa, okej możesz mieć gdzieś swój ogród, ale chleb? On na drzewie nie rośnie - Powoli usiadłam na stołku.
Ethan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz