Stałem tyłem do Taigi, trzymając w ręce broń, jaką był pistolet. Miałem też dwa noże. Szkoda że trzeba tu uważać, żeby nikt cię nie zabił. Pływając z nią pewnie byśmy się dobrze bawili i znów choć na chwilę zapomnieli o całej sytuacji. Myślę że i na mnie i na nią takie chwilowe wyłączenie się dobrze wpływało. Nagle poczułem mokrą dłoń na karku, odwróciłem się lekko.
- Woda super. - uśmiechnęła się.
- Mmm, mówisz? - odwzajemniłem uśmiech.
Również się rozebrałem, upraliśmy sobie ubrania i po tym sam wskoczyłem do wody a Tai została na straży. Siedziałem tam krócej niż ona, wiedziałem, że nie byłaby w stanie do nikogo strzelić, bo nie chciała nikogo zabijać a ja odczuwałem jakąś dziwną potrzebę chronienia jej. Może ciotka miała rację? Może rzeczywiście coś ze mną nie tak?
Przez gorączkę ale i delikatny wiaterek nasze ubrania szybko wyschły i mogliśmy znów je założyć. Usiedliśmy na pomoście, Taiga oparła głowę o moje kolana kładąc się. Jedliśmy w między czasie brzoskwinie.
- Gdyby nie walka o przeżycie, byłyby to fajne wakacje. - zauważyła.
- To prawda. - zgodziłem się. Jako że zjadłem już swój owoc obmyłem dłoń w wodzie nie ruszając się z miejsca. - W sumie... jedyne czego mi brakuje to prysznic, świeże ubrania i miękkie łóżko. No i mój pies, Alex. To wszystko. - westchnąłem lekko i pogłaskałem ją po włosach.
Taiga? Teraz wejście Leo czy jeszcze czas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz