Patrzyłam na wielkiego niedźwiedzia, który chodził dookoła Ethana. Jeśli teraz stanie na dwie łapy i zaatakuje, to nawet nie będzie miał jak uciec. Może i było to piękne zwierzę, ale było to dzikie i prawdziwie niebezpieczne.
- Dlaczego Pan nie strzela? - Wyszeptałam, zdenerwowana i zirytowana. Bałam się o niego, jak wtedy, gdy mężczyzna celował do nas, a on siedział na dachu helikoptera. Tylko tym razem, nie mogłam nic zrobić. W końcu, gdy zwierze wydało z siebie ryk, nasz przewodnik wystrzelił dwie strzałki, które idealnie znalazły się w udzie zwierzaka. Po chwili upadł na ziemię przed chłopakiem, a ja podeszłam do niego, łapiąc za rękę.
- Nic Ci nie jest? - Zapytałam od razu.
- Tylko się trochę strachu najadłem - Uśmiechnął się do mnie pocieszająco.- Były konieczne dwie? - Podniósł jedną brew.
- Jest to dorosły samiec, w tak zwanym kwiecie wieku, po jednej mógłby Pana zaatakować. Proszę się nie martwić o męża miał sporo szczęścia - Przewodnik uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco. - Następnym razem proszę się nie zatrzymywać. Ten był w miarę spokojny, podejrzewam, że przygotowywał się do snu zimowego stąd jego spokój.
- Normalnie kupię Ci smycz, żebyś był cały czas przy mnie, wiesz jak się wystraszyłam? Jak zaryczał, to miałam serce w gardle - Mruknęłam, przytulając się do niego.
Ethan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz