W końcu znalazłem szmacianą torebeczkę, usiadłem na materacu obok dziewczyny.
- Drobiazg. - powiedziałem wyjmując odpowiednią maść. Była na tym przyklejona niedbale maść z koślawym napisem "Stłuczenia". - Połóż się - poprosiłem poprawiając jej poduszkę.
Dziewczyna trochę niepewnie zrobiła to, o co poprosiłem. Powoli odsłoniłem jej brzuch i widząc zasiniałe miejsca posmarowałem je grubą warstwą maści - przypominając sobie słowa zielarza. - Najlepiej byłoby, gdybyś przez jakiś czas leżała. - powiedziałem odkładając torebeczkę na bok.
- Jesteś może głodna, chcesz się czegoś napić? - spytałem.
- Jeśli to nie problem... - westchnęła cicho.
Odszedłem od niej kawałek przeszukując rozlatujące się szafeczki, miałem przykręcić... cóż, brak czasu. Wyjąłem drewniany talerzyk i widelec, przygotowałem dziewczynie kanapki z warzywami oraz wodę. Na chwilę obecną nie miałem niestety nic lepszego, zabrałem oba naczynia i wróciłem do dziewczyny.
- Dziękuję... - wzięła ode mnie jedzenie i wodę. Pomogłem jej też usiąść aby mogła spokojnie zjeść. - A ty nie jesteś głodny? - spytała patrząc na mnie.
-Nie. - pokręciłem głową z delikatnym uśmiechem.
Usiadłem przy niej głębiej na materacu opierając się plecami o ściankę. Westchnąłem lekko patrząc w ogień, na zewnątrz dalej lało i co chwilę można było usłyszeć potężny grzmot.
- Teraz widzisz dlaczego wolę nigdzie nie dołączać. Ludzie wyobrażają sobie od razu nie wiadomo co, przewraca im się w głowach... a zwłaszcza tym, co mianują się na jakiś pieprzonych przywódców. - westchnąłem ciężko.
- Nie spodziewałabym się, że mogą mnie aż tak potraktować. - pokręciła lekko głową.
- Ludzie... chociaż, niektórych ciężko nimi nazwać. - nie odrywałem wzroku od ognia. W końcu jednak po chwili ciszy przechyliłem lekko głowę na bok. - Nie żebym cię zmuszał, ale jeśli chcesz możesz ze mną już zostać "na zawsze" - powiedziałem biorąc ostatnie słowo w cudzysłów. - W sensie... no chyba wiesz... - patrzałem na nią lekko zakłopotany.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz